To był maj i… Co zapamiętasz ze swoich matur?

Prawdopodobnie niewiele. I to wcale nie dlatego że masz pamięć na poziomie pamięci wiewiórki. Matura najzwyczajniej w świecie nie stanowi żadnego punktu wywrotowego w Twoim życiu.

To tak jakbyś wyświetlił sobie wszystkie Biedronki na mapie i odzoomował do widoku całej Polski. Matura będzie jednym z mniejszych znaczników ginących w morzu większych i istotniejszych. W końcu im pokaźniejsza Biedra tym większe prawdopodobieństwo, że wyhaczysz przeceniony tablet, na który się przyczaiłeś.

Jedyne, co może być w tym wszystkim przerażające to fakt, że:

1. Musisz ją zdać.

Ale – nie dlatego, że ktoś Ci każe. Ja wiem, że wszelkie nakazy w tym wieku powodują wywrócenie kiszek. Przede wszystkim dlatego, że będziesz frajerem, jeżeli tego nie zrobisz. Serio – co to za problem wykuć trochę formułek? Pomijam tutaj całą dyskusję dotyczącą słuszności formy całego egzaminu. To nie jest ważne, bo na naukę dla przyjemności będziesz miał jeszcze szmat czasu. Jeżeli nie jesteś w stanie ogarnąć maturalnego materiału, to albo jesteś cuchnącym na kilometr leniem, albo… Co Ty tu właściwie robisz? Przecież w takim przypadku prawdopodobnie w ogóle nie umiesz czytać. Tak czy siak – słabiutko, bracie i siostro.

Dobra, w związku z tym trzeba ustalić jedno. Bo już tu jesteś, więc raczej nie należysz do tych godnych politowania grup, skoro szukasz w necie dobrych tekstów.

2. Ty tę maturę zdasz. Kropka.

Na ile punktów, procent, czy co tam teraz przyznają – nieważne. Zdasz i tyle. Koniec nakręcania spirali paniki. Dzisiaj:

3. Nie zakuwasz, wykonujesz przynajmniej jedną czynność, która Cię relaksuje i przesypiasz minimum 7 godzin.

I tak przed każdym egzaminem. Czy to wyeliminuje stres? Oczywiście, że nie. Człowiek codziennie musi toczyć walkę z własnym mózgiem i w takich sytuacjach najczęściej przegrywa. Zwłaszcza, jeżeli podejmuje jakiekolwiek akcje na ostatnią chwilę. Ale chyba lepiej iść na egzamin nie z pełnymi portkami, tylko wypełnionymi na przykład do połowy, nie?

Skoro już przy tych portkach jesteśmy…

4. Przed wyjściem na egzamin zjedz cokolwiek, bo na głodnego – zapomnij. Ale jeżeli miewasz niemiłe sensacje w sytuacjach stresowych – zagryź to Stoperanem.

Znam takich, co ledwo się na swoją maturę wyrobili… Dlatego podejdź do zadania racjonalnie – znasz przecież swój organizm i nie chcesz, żeby rzucał Ci w tych dniach kłody pod nogi.

Następnie – olej gadanie, że:

5. W życiu będziesz miał dziesiątki trudniejszych egzaminów.

Ty jeszcze tego zdania nie rozumiesz, bo nie jesteś na etapie starszych od Ciebie, którzy najzwyczajniej w świecie są w tym temacie mądrzejsi. Ale za kilka lat możesz do nich wrócić i przyznać rację. To ważne ćwiczenie charakteru. Zawsze przyznawaj rację innym, jeżeli faktycznie ją mają. Tutaj tak jest, ale to sam zobaczysz.

Podejrzewam też, że Twoja panika może mieć dużo szerszy wymiar. No bo przecież musisz zaraz zdecydować o całym swoim życiu!

6. Bullshit. Po zdaniu matury absolutnie nie musisz od razu o niczym decydować.

Nie musisz iść natychmiast na studia. Ba, możesz w ogóle na nie nie iść. Oczywiście, o ile znajdziesz sobie w końcu jakąś koncepcję poza byciem dożywotnim pasożytem. Pamiętaj, że przykładowo – podróżowanie po świecie „za pińć zetów” też jest jakąś koncepcją. Możesz robić to, na co masz ochotę, o ile jest to faktycznie „robieniem czegoś”. Nie musisz też układać sobie ślubnego grafiku i planować, kiedy spłodzisz potomka. Nie dajmy się zwariować. Matura wcale nie jest magiczną barierą, po przekroczeniu której od razu wskakujesz w głębiny dorosłości. Owszem – świat będzie teraz trochę inny, ale jeżeli podejdziesz do tego z rozwagą, cały proces będzie przebiegał stopniowo. Najważniejsze to znaleźć środek – nie dać się przymuszać do rzeczy, na które nie masz ochoty, ale też nie przeciągać go w nieskończoność. Nie dorastaj zbyt szybko, ale też nie pozostań wiecznym gówniarzem.

A co z paczką szkolnych znajomych? Pewnie teraz każdy pójdzie w swoją stronę i wszyscy o Tobie zapomną…

7. Kolejny bullshit. Zasada jest prosta – jeżeli miałeś świetnych znajomych, pozostaną z Tobą do końca życia. A jeżeli klasa była niezbyt udana, cóż… Masz teraz mnóstwo czasu na poznanie bardziej wartościowych ludzi.

I znowu – to nie jest tak, że matura dzieli Twoje życie niczym tasak pokaźny kawał stejka. To nie jest żaden mur czy grubaśna linia oddzielająca dwie niezwiązane ze sobą części egzystencji. Jeżeli chcesz zabrać ze sobą coś fajnego z tego etapu – nikt Ci nie broni! Oczywiście nie musisz tego robić, może akurat niczego fajnego tam nie było. Pamiętaj jednak, że masz możliwości. I pomimo ewolucji priorytetów i ludzi w ogóle – nie ma nakazu definitywnego porzucania kogokolwiek. Owszem – nie będziecie już spędzać ze sobą codziennie kilku godzin w jednym miejscu, ale to zdrowa sytuacja. Naturalne przejście, które relacje umacnia i pozwala im dojrzeć.

Prawda jest taka, że jeżeli trafiłeś na fajnych ludzi,

8. To właśnie smak pierwszego browara wypitego w parku po zakończeniu egzaminów zapamiętasz z całej tej hecy.

Za 10-15 lat nie będziesz w stanie przypomnieć sobie, co czułeś w momencie pisania egzaminu. Prawdopodobnie z trudem przyjdzie Ci nawet przypomnienie sobie, jakie były tematy wypracowania. Ale właśnie to zajebiste uczucie podsumowania – nie zamykania! – w gronie bliskich pozostanie z Tobą na długo. Kurczę, naprawdę warto dla tego momentu odbębnić mało znaczące równania i rozprawki.

Bo zapamiętasz, że to był maj i piłeś browara śmiejąc się w wyimaginowaną twarz swoich własnych stresów.

Za chwilę zobaczysz, że dalej też bywa fajnie. Inaczej, na swój sposób. Ale że nadal jesteś, świat się nie skończył i masz przy sobie ludzi, których chciałeś ze sobą zabrać.

Dla tych uczuć mogłabym pisać maturę codziennie.

Cholernie Ci zazdroszczę.

P.S. Ja zapamiętałam jeszcze uczucie towarzyszące skakaniu w rytm Farbenów na koncertach odbywających się w roku moich matur…

Masz jakieś przemyślenia na temat przeczytanego tekstu? Śmiało, wklep je poniżej! Tylko trzymaj się paru zasad, cobym się nie zeźliła:

Kategorycznie zabronione jest:
- prowokowanie i uczestniczenie w bezsensownych przepychankach słownych;
- pisanie, która drużyna jest najlepsza na świecie;
- pisanie, że drużyna, której kibicuję jest najgorsza na świecie;

Można pisać, że przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę.

Poza tym ma być przyzwoicie i zgodnie z podstawowymi zasadami językowymi.

Proste, prawda? Zatem do klawiatury!

  • Hahaha, Farbenów miałem zapętlone na maturach :) I wkurzałem wszystkich tym dookoła :D

  • Kolejny, świetny tekst! Trafiłaś w punkt (a nawet w osiem) :)

    • Czyżbyś znowu pisał maturę? 8))

      • Nie, ale tym wpisem wprowadziłaś mnie w fajny nastrój i przede wszystkim miałem namiastkę powrotu do przeszłości :D

        • Miło, też lubię ten stan.