Wszyscy jej pragną, a jak już sobie żyją wiecznie, zaczyna się biadolenie. Oklepany schemat.

Różne podejścia do tego tematu pojawiały się tu i ówdzie w filmach, grach i książkach. Z reguły wnioski są takie jak powyżej.

Dlatego biorąc do ręki najnowszą książkę Glukhovsky’ego spoza uniwersum Metra miałam nadzieję na jakąś bombę. Ładunek, który eksploduje mi w twarz zaskoczeniem i silnym mentalnym doznaniem.

No nie do końca się udało. Gdyby nie moja wrodzona determinacja, żeby każdy napoczęty tytuł przewałkować do końca niezależnie od jego poziomu, Futu.re szybko wylądowałoby w odmętach mojej biblioteki czekając na akt miłosierdzia w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Po pierwsze – całość rozkręca się koszmarnie wolno. Polecam uzbroić się w dużą dozę cierpliwości. Po drugie – jeżeli już zaciśniecie zęby i wytrwacie, szybko wyniuchacie, jak to wszystko się skończy. Kto jest kim itd. Oraz że prawdopodobnie macie do czynienia z klasyczną ścieżką przemiany głównego bohatera i wnioskami z początku tej notki. Po trzecie – ci mniej odporni wymiękną jeszcze szybciej, ponieważ Futu.re jest lekturą mroczną i zionącą z każdej kartki beznadziejnością ludzkiej egzystencji (nie bez powodu na okładce świeci znaczek 18+). Akurat według mnie to dobrze – nie każdy potrafi coś takiego oddać słowem pisanym. Mogło być jednak bardziej emocjonalnie (a może to ja jestem wyprana z emocji?).

Już wolałabym, żeby nasz bohater Jan pozostał niewzruszoną szują. Serio.

Futu.re

Jest w książce Glukhovsky’ego fajny koncept w postaci oddziałów Nieśmiertelnych, internatów, w których się wychowują i samej misji, którą z zacięciem wykonują (jako tako próbują trzymać w ryzach rozrost populacji).

No ale znowu – ja bym temu nadała jeszcze więcej brutalności. Nie, nie jestem psychopatką (chyba). Po prostu jak już chcemy przedstawić brudny świat, róbmy to z przytupem i sporym echem.

A – jeszcze coś na plus. Ładne ilustracje. Przykład macie powyżej*. Całość jest fajnie wydana.

Jeżeli musicie ustalać książkowe priorytety, możecie na początek wybrać sobie coś innego w zmian za te 600 (z hakiem) stron Futu.re. Czytajcie, jeśli jesteście szczęśliwymi, wolnymi osobnikami. Może dla odmiany trochę się zdołujecie.

Dla mnie Glukhovsky nadal pozostaje człowiekiem od serii Metro.

Ocena:



*Więcej ilustracji a także pierwszy rozdział do poczytania i trochę muzyki do posłuchania na stronie futu.re.