Rosja to nie kraj. To stan umysłu

Jakiej odpowiedzi udzieliłbyś na pytanie: co wiesz o Rosji?

Pewnie byłoby to coś w stylu tytułu tego wpisu.

Albo: „Nigdy nie siadaj do alkoholu z Rosjaninem, bo już nie wstaniesz”.

Albo zaczniesz opowiadać, jakie to śmieszne filmiki w internecie widziałeś. O leśnym techo party i skokach z koparki do wody. A zdjęcia? Jakie sobie tam ślubne sesje robią, ubaw po pachy! I może jeszcze ktoś uraczył Cię na imprezie klipami Aleksandra Pistoletova?

O, i że matrioszki są z Rosji.

No, mógłbyś jeszcze powiedzieć, że to duży kraj. I że rządzi nim niepoczytalny człowiek. A jeżeli należysz do tych bardziej histerycznych osobników, pewnie zaraz dorzucisz, że wszystkich nas pochłonie kolejna wojna światowa.

I wiesz co? Przyznam Ci sporo racji. To wszystko faktycznie ma jakiś związek. Większy lub mniejszy. Może jedynie z tą wojną przeginasz, boś jakiś taki niestabilny emocjonalnie.

Tylko czy…

Ty się w ogóle kiedykolwiek zastanawiałeś, z czego to wszystko wynika? Z jakiego powodu Ty te skrawki obrazków nosisz w umyśle? I nie chodzi o to, że zobaczyłeś je na Facebooku. Chodzi o źródło, z którego one pierwotnie wypłynęły.

Ok, pewnie nawet nie chce Cię się użyć szarych komórek, żeby spróbować zrozumieć, o czym ja mówię. Siedzisz w ciepłym pokoju przed monitorem i po prostu śmiejesz się w głos z obejrzanych memów. Jest Ci wygodnie. Jesteś jak Ci wszyscy rozleniwieni kapitaliści opisani przez Kasparowa, którzy odwracają głowę od hasła „Putin to zło wcielone”. Jesteś po prostu elementem tego przytulniejszego zbioru świata doczesnego.

Spoko, rozumiem. Też lubię ciepło i dostatek. Lubię się pośmiać – ot, tak po prostu. Oraz lubię udawać, że problemy nie istnieją. Skoro Obama przymykał oczy, ja mogę tym bardziej.

Powiem Ci, że jednak coś mi w tym wszystkim przeszkadza. A zwie się to ignorancją totalną. Pusty śmiech na widok internetowych obrazków. Ja mimo wszystko chcę wiedzieć, skąd one się biorą.

Chcę wiedzieć, dlaczego Rosja jest, jaka jest.

Gdyby Ciebie również naszła taka ochota…

Albo – jeżeli lubisz czasem wetknąć nos w książkę… O, to dobry punkt wyjścia, bo właśnie chciałam polecić Ci dwa tytuły. Możesz łyknąć oba, albo wybrać klimat, który bardziej Ci odpowiada. Bez presji, robisz to po swojemu, ja tylko wysuwam propozycje. Taki przyjemny deal. Przyklepane? Super.

Zatem do rzeczy. Znaczy – do książek.

Pierwsza to wspomniany już Garri Kasparow – Nadchodzi zima. Tytuł iście martinowski. Nie bez powodu, sam autor przyznaje się do zaczerpnięcia pomysłu z Gry o Tron. To książka-apel. Słowa nieubrane w wyszukane formy. Suche, zatrważające fakty.

Druga jest pozycją dla miłośników fantastyki. Witajcie w Rosji, gdzie Dmitry Glukhovsky opowie Ci o tym samym pod płaszczykiem stworów z piekła, które rządzą życiem mieszkańców Rosji.

Zacznijmy od Kasparowa, który wykłada swój przepis na powstrzymanie dyktatorskich zapędów Putina. Może nie dowiesz się tutaj niczego odkrywczego. Może część teorii uznasz za spiskowe. Ale jedno jest pewne – kiedy zobaczysz czarno na białym w jakich okolicznościach żyją Rosjanie, sporo do Ciebie dotrze. Może zachowasz dla siebie ten ułamek zrozumienia ludzi, którzy egzystują w realiach fałszowania wyborów, powszechnej korupcji, propagandowych mediów i drżenia o własne życie.

Nie chodzi o to, żebyś wpadał w panikę, albo leciał z kijem na Kreml, tylko spróbował to sobie wyobrazić. Oczywiście żadna wyobraźnia nie obejmie w pełni czegoś, do czego nie masz fizycznego dostępu. Ale przestaniesz być ignorantem totalnym i może trochę Cię polubię.

A co do paniki – Nadchodzi zima to taki straszak na demokratyczne państwa. Kasparow po zakończeniu kariery szachowej poszedł w politykę i stanął po stronie opozycji. Pisarzem doskonałym może nie jest, w książce momentami razi nieuporządkowanie i mielenie tego samego. Ale byłam pełna zrozumienia – czytałam polityka, który ma swoją wizję i chce, żeby tę wizję dostrzegł cały świat. Żeby ten świat przestał pływać w ropie tryskającej z ziem dyktatorów i zaczął dbać o prawa człowieka. Żeby wyszedł ze strefy komfortu i odrzucił politykę ustępstw. Żeby przestał ośmieszać się górnolotnymi acz pustymi przemówieniami. A że napisze o tym niezliczoną ilość razy i postraszy podkładaniem przez państwo bomb pod własnych obywateli… Cóż, to melodia polityki. Jeżeli ja – człowiek jej nielubiący – przebrnęłam przez 400 stron takiej retoryki, Ty też dasz radę.

Fundamentalna lekcja płynąca z wyprawy Chamberlaina i Daladiera na spotkanie z Hitlerem w Monachium w 1938 roku jest ważna i dziś: dawanie dyktatorowi tego, czego chce, nigdy go nie powstrzyma przed tym, by chcieć więcej; przekona go, że jego przeciwnicy nie mają wystarczającej siły by uniemożliwić mu sięgnięcie po to, czego chce. W innym wypadku – rozumuje dyktator – już na początku stawiliby mu czoła.

Kasparow przez większość książki apeluje o zdecydowane kroki, ale nie są to gołosłowne pokrzykiwania. Zobaczysz tutaj, co Putin robi ze swoimi obywatelami i co zaczyna robić z obywatelami poza granicami państwa. Dowiesz się, o co chodzi z dzisiejszą Rosją i może następnym razem ubierzesz ją w inne słowa.

Mniej polityki, więcej o samym człowieku? Z tym zadaniem z kolei doskonale poradził sobie Glukhovsky. Jego książka jest zbiorem fikcyjnych opowiadań. Ale od początku dobrze wiesz, że to tak naprawdę żadna fikcja. Że tutaj – tak samo jak u Kasparowa – czytasz o manipulowaniu ludźmi, twardej ręce trzymającej słuchawkę na drugim końcu „kremlowskiego białego telefonu”, przekrętach wyborczych, bezwzględnym podporządkowaniu, dla którego jedyną alternatywą jest śmierć, o tym że ZSRR się rozpadł, ale niczego to nie zmieniło.

– Ale jak… Przecież są zupełnie inne czasy… Rosja jest inna!
Iwan Wasiliewicz uśmiechną się krzywo, zachrzęścił węzłowatymi palcami, jeszcze raz wyjrzał przez okno.
– Daj pan spokój! Rosja się nie zmienia – machnął ręką.

W opowiadaniu Na dnie zobaczysz, o co chodzi z wódką i dlaczego ludzie ją piją, a ludzie w Rosji czynią to ze zdwojoną (co najmniej) siłą. To też moment, w którym pokrywają się recepty obu autorów. U Glukhovsky’ego opozycja właśnie wódki się chwyta:

– Mówi, że w korporacji stworzono nanoroboty, które przenikają do wnętrza ciała, wędrują wraz z krwią, aż docierają do mózgu. Dostają się do jego komórek. I tam, wykonując swój program, aktywizują strefy odpowiedzialne za racjonalne myślenie.
– Wielki Boże… – wychrypiał z przerażeniem mroczny człowiek.
– Chewbacca jest prozachodni. Uznał, że nigdy ich nie dogonimy, jeśli nie dokonamy skoku ewolucyjnego.
– Ale do wódki?!… To przecież świętokradztwo!
– Właśnie do wódki… – bezradnie kiwnął głową Prezydent. – Dlatego że wódka to esencja emocji…
– Ekstrakt wiary! – skończył za niego mroczny człowiek.
– Mówi, że chciał zerwać z niewolnictwem, które jest zakorzenione w każdym z nas…
– Ale stworzył armię potworów! Racjonalnych cyborgów, którym brak będzie wiary – najważniejszej ludzkiej cechy Rosjanina!

I Kasparow już bez żadnych alegorii:

Te zbiry jednego nie mogą znieść: kwitnącej edukacji – z godnym uwagi wyjątkiem w postaci wojowniczego nauczania religijnego, które często zamyka ludzkie umysły, zamiast je otwierać. Gardzą możliwością wykształcenia społeczeństwa, bo wiedzą, że w ciągu jednego pokolenia oznaczałoby to ich koniec.

[…]

Nawet najwięksi pragmatycy wiedzą, że pomoc w edukacji to dobra inwestycja. Dużo mniej kosztuje obrona i wykształcenie dzieci niż wysyłanie wojska i pocisków dalekiego zasięgu, żeby zabić ludzi, którzy z nich wyrosną, kiedy pozostawione same sobie zostaną zwerbowane przez zbirów do dzieła przemocy i terroru. Wykształcone społeczeństwo jest mniej podatne na propagandę, a bardziej zdolne do wydawania z siebie przedsiębiorców i przywódców, którzy potrafią tworzyć możliwości ekonomiczne.

Witajcie w Rosji czyta się dużo lżej, ponad 300 stron można spokojnie łyknąć na raz. Forma opowiadań – choć przystępniejsza – wcale nie jest mniej przerażająca i nie traci siły uświadamiania. Do mnie przemówiła nawet mocniej. Zacznij czytać genialne otwarcie zatytułowane From Hell i masz jak w banku, że nie zauważysz, kiedy wsiąkniesz w ten mroczny świat.

Sam wiesz najlepiej, który gatunek bardziej Ci odpowiada. Polecam jednak przeczytać obie pozycje, bo to też ciekawe doświadczenie językowo-stylistyczne – zobaczyć, jak można napisać o tym samym na różne – wydawałoby się skrajne – sposoby. Czynny politykujący opozycjonista versus pisarz science fiction? Żadne „versus” proszę ja Ciebie!

Cokolwiek wybierzesz, mam nadzieję, że wyniesiesz z lektury choć ziarno świadomości. I że mówiąc o Rosji będziesz potrafił dorzucić coś więcej poza „stanem umysłu”.

Oceny:

Garri Kasparow, Nadchodzi Zima

 

 

Dmitry Glukhovsky, Witajcie w Rosji

Masz jakieś przemyślenia na temat przeczytanego tekstu? Śmiało, wklep je poniżej! Tylko trzymaj się paru zasad, cobym się nie zeźliła:

Kategorycznie zabronione jest:
- prowokowanie i uczestniczenie w bezsensownych przepychankach słownych;
- pisanie, która drużyna jest najlepsza na świecie;
- pisanie, że drużyna, której kibicuję jest najgorsza na świecie;

Można pisać, że przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę.

Poza tym ma być przyzwoicie i zgodnie z podstawowymi zasadami językowymi.

Proste, prawda? Zatem do klawiatury!