Mutanty z wodotryskami – czy warto?

Całkiem niedawno wpadła mi w ręce paczka z obiema częściami serii Metro w wersji Redux. Właśnie skończyłam ostatni z rozdziałów, zatem parę słów ode mnie – przede wszystkim dla tych, którzy nigdy nie grali w Metro w żadnym wydaniu.

Na sam początek – kogo ta gra przyprawi o wiadro frustracji:

  • fanatycznych wyznawców książkowych pierwowzorów
  • tych, którzy wolą chodzić zygzakiem niż po sznurku
  • osoby, którym wydaje się, że będzie to taktyczna lub soczysta strzelanka

Jak nie dasz rady – odmaszeruj, ewentualnie pooglądaj sobie obrazki. Jeżeli umiesz zacisnąć czasem zęby, to trochę miodu dostaniesz, o czym na końcu tej lektury.

Ok, porządek zrobiony, zatem małe wprowadzenie do historii.

Mogło Ci się obić o uszy nazwisko Glukhovsky (czy też bliżej naszego – Głuchowski). To autor książkowego uniwersum Metra. Ale nie musisz sobie tym głowy zaprzątać (choć poczytać polecam). Gry do papierowej historii nawiązują tylko gdzieniegdzie.

A jest to historia o świecie po zagładzie nuklearnej, w którym ludzie dalej walczą ze sobą, ale też z różnego rodzaju mutantami. Ci, którzy przetrwali, egzystują w podziemnym systemie metra właśnie. Ty wcielasz się w bohatera o imieniu Artem, ale tak szczerze mówiąc nie grozi Ci zbyt silne przywiązanie do jego osoby. Gość się w ogóle nie odzywa, co mi akurat było na rękę, bo inni całkiem sporo ozorem mielą.

Generalnie gra polega na brnięciu przez tunele i walczenie na zmianę z mutantami, faszystami i czerwonymi. Dosłownie na zmianę, co w pewnym momencie staje się koszmarnie nudne. Trochę więcej urozmaiceń jest w drugiej części – Last Light – ale 2033, to istny Dzień Świstaka. Czasem wyjdziesz na powierzchnię i to Cię uratuje przed ciepnięciem gry w kąt, bo widoki są naprawdę cudne. Zwłaszcza w Redux’ach właśnie, bowiem solidnie podkręcono w nich grafikę (głównie oczywiście w starszym 2033). Przy okazji tutaj możesz obejrzeć porównanie wydań:

Oprócz strzelania (które naprawdę niczym wyjątkowym się nie wyróżnia) niby musisz jeszcze uważać, żeby się nie udusić w miejscach wymagających założenia maski, niby możesz pobawić się w cichego zabójcę i polatać z nożem, niby są różne znajdźki (amunicja specjalna, dzienniki) czy możliwość modyfikowania broni (baaaardzo uboga), ale to wszystko wcale nie nadaje rozgrywce miana „super”. Przede wszystkim dlatego, że nie ma tu żadnej swobody, jest za dużo filmowych momentów (niektóre są naprawdę przegięte – mógłbyś się wykazać, a gra ratuje dupsko Artemowi za Ciebie), w kółko walczysz z tak samo wyglądającymi przeciwnikami, a jak już dochodzisz do momentu, kiedy mogłoby rozegrać się coś epickiego… Takiego wała, kończymy za Ciebie. Na początku masz jeszcze złudzenie, że będzie wymagająco (zwłaszcza jak podkręcisz poziom trudności) i fajnie, ale gdzieś po drodze ginie to wszystko w morzu znudzenia. Historia jest wzbogacana o tajemnicze wątki dotyczące głównego bohatera, ale raczej w żadnym momencie nie odczujesz satysfakcji z doprowadzenia jej do końca, bo dużo tematów zostaje zawieszonych w próżni.

Gameplay’owo jest to zatem gra na chwilę. Ale ma coś, co sprawia, że jednak licznik na moim steamowym koncie pokazał łącznie 25 godzin.

Klimat.

Przepyszny klimat zagłady. Podziemia są mroczne, na poszczególnych stacjach czuć tragedię ludzką, a momenty spędzone na powierzchni sprawiają, że rozpaczasz całym sobą, iż nie ma tu mechaniki otwartego świata. Masz świadomość, że lokacje też momentami wieją schematem, ale jest to ten dobry schemat. Najlepiej by było ciepnąć na bok giwerę i po prostu łazić, łazić i łazić…

Pytanie zasadnicze: czy ten fakt sprawia, że warto w komputerowe Metro zainwestować? Odpowiem – upoluj wersje Redux na przecenie, która wraca co jakiś czas. W bundlu, jeżeli jednak chcesz przebrnąć przez historię od początku, a jeżeli zdecydujesz się tylko na jeden tytuł – bierz Last Light, bo jest ciut ciekawszy. Na pewno daruj sobie pierwotną wersję 2033 – dopiero remaster podciągnął ją do przyzwoitego poziomu pod względem mechaniki (poprzez implementację rozwiązań z Last Light).

Kilka euro za ładne obrazki postapo dam zawsze. Ale postrzelać wolę gdzie indziej.

Więcej screenów zrobionych przeze mnie znajdziesz na koncie Steam.

Ocena:

Masz jakieś przemyślenia na temat przeczytanego tekstu? Śmiało, wklep je poniżej! Tylko trzymaj się paru zasad, cobym się nie zeźliła:

Kategorycznie zabronione jest:
- prowokowanie i uczestniczenie w bezsensownych przepychankach słownych;
- pisanie, która drużyna jest najlepsza na świecie;
- pisanie, że drużyna, której kibicuję jest najgorsza na świecie;

Można pisać, że przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę.

Poza tym ma być przyzwoicie i zgodnie z podstawowymi zasadami językowymi.

Proste, prawda? Zatem do klawiatury!