Lubię, gdy umierają

O ŻESZ JA CIĘ PIEDZIELĘ..!

Takie mniej więcej okrzyki wydaję z siebie podczas oglądania niektórych seriali.

Bywają przyzwoite produkcje, w których nic się nie dzieje. Mają dobrze poprowadzoną ścieżkę fabularną i dialogi, ale jakby wrzucić ja na wykres, będą reprezentowane przez prostą niczym badyl linię. W zasadzie niczego nie można im zarzucić, ale też nigdy nie doznasz przy nich efektu WOW. Nazywane są przeze mnie zapychaczami – włączam na szybki sen, albo w trakcie przerw między seriami ważniejszych tytułów.

Są też takie seriale, w których bez przerwy coś się dzieje. Masa strzelania, wybuchów, nie nadążysz za żadnym odcinkiem. Mnie osobiście nudzi to jeszcze bardziej, niż ww. kategoria.

I w końcu jest to, co cenię najbardziej. Seriale będące emocjonalnymi sinusoidami. Takie, które mogą przez 3/4 serii wałkować mózg filozoficznymi rozkminami, usypiać czujność, wpędzać w poczucie pewności tego, co nastąpi. Seriale żerujące na naiwności odbiorcy i jego sympatii do bohaterów. Na zaufaniu widza, którym obdarza twórców scenariusza, aby wykreowali mu bezpieczną przystań wizualnych doznań.

Otóż, niestety, tutaj zawsze prędzej czy później wyjdziesz na frajera.

Szybko jednak przestaniesz się przejmować tą etykietką. Znajdziesz niewyobrażalną przyjemność w sadomasochizmie brutalnych zwrotów akcji. Owszem – będziesz w głębokim szoku, kiedy przytulna łajba rozbije się nagle o górę lodową. Po chwili poczujesz jednak, że tak naprawdę tego właśnie chciałeś.

Gwałtownego urywania pieczołowicie budowanych wątków (myślałeś, że o to w tym serialu chodzi? Zapomnij). 44 minut roztrząsania sensu życia i 30 sekund apokalipsy (zaczynałeś się nudzić? Hola, człowiecze). Oraz przede wszystkim najważniejszego.

Uśmiercania głównych bohaterów.

Nie ma nic lepszego, niż nagłe wyrzucenie ze świata, do którego zostałeś zaproszony i który miał być cieplutkim kącikiem, postaci, którą pokochałeś. Albo znienawidziłeś. Nie ma różnicy, będzie bolało tak samo, bo do każdej zdążyłeś się przywiązać.

Pocierp sobie w ciszy, Wylej tyle łez, ile potrzebujesz. A potem grzecznie podziękuj twórcom za wspaniałe doznania.

Nie… nie… NIE! ZOSTAWCIE GO! &^%$*#!

Masz jakieś przemyślenia na temat przeczytanego tekstu? Śmiało, wklep je poniżej! Tylko trzymaj się paru zasad, cobym się nie zeźliła:

Kategorycznie zabronione jest:
- prowokowanie i uczestniczenie w bezsensownych przepychankach słownych;
- pisanie, która drużyna jest najlepsza na świecie;
- pisanie, że drużyna, której kibicuję jest najgorsza na świecie;

Można pisać, że przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę.

Poza tym ma być przyzwoicie i zgodnie z podstawowymi zasadami językowymi.

Proste, prawda? Zatem do klawiatury!

  • Borsuk666

    „Za kazdym razem kiedy ktos pyta mnie ‚co bedzie dalej?’ – zabijam jednego Starka” :-D

    • Codziennie drżę, że ta jedna, mała prowokacja jest już bardzo blisko…