Jak połączyć pożyteczne z pożytecznym (i czerpać z tego przyjemność)

Dzisiaj trochę motywacji na dobry początek tygodnia.

O zaletach czytników mogliście już trochę u mnie poczytać. Pora dorzucić kolejną cegiełkę użyteczności. Bez obaw – zwolennicy klasycznego papieru też wyniosą coś dla siebie.

Na naukę niby nigdy nie jest za późno, ale lepiej nie kusić losu i przyswajać wiedzę oraz rozwijać umiejętności w miarę na bieżąco. No tak. Tylko kto ma na to czas. Albo komu się chce. Dobra, są tacy, co dają radę, ale jeżeli do nich nie należysz to…

Z dużym prawdopodobieństwem jesteś po prostu śmierdzącym leniem lub nie dostrzegasz wokół siebie wielu cudownych możliwości.

Weźmy takie języki. Wyniosłeś jakieś podstawy ze szkoły, trochę podziubałeś w nich na studiach (ale pewnie tylko po to, żeby zdobyć wpisik, nie?), a potem co? Kolejne kursy, certyfikaty? Jajco, były inne sprawy na głowie.

I może nie byłoby w tym nic złego, tylko… Trochę szkoda. Bo ciągłe operowanie w różnych płaszczyznach i środowiskach językowych naprawdę wiele rozjaśnia pod czerepem.

Dobra, ale bez paniki, nie jesteś stracony. Zakładam, że lubisz od czasu do czasu coś poczytać, inaczej by Cię tutaj nie było. Może nawet dałeś namówić się do kupna czytnika e-booków. To super.

A teraz zacznij czytać książki w obcych językach. Jeżeli masz możliwość wyboru – stawiaj na wydania w oryginale. Często doznania płynące z lektury będą przy okazji dwa razy przyjemniejsze, bo wiele rzeczy zwyczajnie ginie w przekładzie. Albo jest on po prostu skaszaniony.

Mówisz, że to bez sensu, bo połowy rzeczy nie zrozumiesz? Czekaj, podstawy przecież jakieś masz. Co do reszty – z pomocą przyjdą Ci słowniki.

Większość czytników posiada wspaniałą funkcję wyszukiwania tłumaczeń poszczególnych słów. Wgrywasz sobie pożądany słownik, a potem na bieżąco podczas czytania sprawdzasz to, czego nie rozumiesz. Dwie pieczenie na jednym ogniu.

Pójdźmy dalej. Zapisuj sobie te słowa których nie rozumiesz wraz z ich przekładem. Ja jestem wzrokowcem i preferuję klasyczną metodę notesu i długopisu (lub smartfona i rysika). Można też oczywiście skorzystać z funkcji podkreśleń z poziomu czytnika (np. Kindle i jego My Clippings). A potem ustal sobie harmonogram powtórek, czyli wybierz dni, w które będziesz czytał swoje notatki. Polecam robić to raz dziennie lub minimum raz w tygodniu. Zachęcam do powtarzania słów na głos, to i wymowę podszkolisz.

Nie masz czytnika? Trochę utrudniasz sobie życie, ale nie uniemożliwiasz samorozwoju. Zawsze możesz usiąść z klasycznym słownikiem, chociaż w takim autobusie już raczej tego nie zrobisz.

Tak czy inaczej – jak już się w życiu za coś bierzesz (w tym przypadku – za czytanie książek), pamiętaj, że zawsze możesz robić to lepiej/bardziej wydajnie/z podwójnym, potrójnym, etc. zyskiem (wzbogacenie się o obce słownictwo).

Zanim się obejrzysz, będziesz coraz rzadziej sięgał do słowników. Będziesz więcej rozumiał. Zyskasz dostęp, do książek, o których wcześniej myślałeś, że są poza Twoim zasięgiem. Poszerzysz słownictwo. Będzie Ci łatwiej oglądać obcojęzyczne filmy, grać w gry komputerowe, może nawet w robocie czymś zabłyśniesz.

I to wszystko bez ogromnego nakładu sił i dodatkowych kursów. Dzięki malutkiej sztuczce.

Czytaj, oglądaj, graj w obcych językach, bo bez nich trudno dzisiaj funkcjonować. Lepiej funkcjonować.

Masz jakieś przemyślenia na temat przeczytanego tekstu? Śmiało, wklep je poniżej! Tylko trzymaj się paru zasad, cobym się nie zeźliła:

Kategorycznie zabronione jest:
- prowokowanie i uczestniczenie w bezsensownych przepychankach słownych;
- pisanie, która drużyna jest najlepsza na świecie;
- pisanie, że drużyna, której kibicuję jest najgorsza na świecie;

Można pisać, że przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę.

Poza tym ma być przyzwoicie i zgodnie z podstawowymi zasadami językowymi.

Proste, prawda? Zatem do klawiatury!

  • Moim postanowieniem na 2015 było przeczytać chociaż jedną książkę po angielsku. I mi się nie udało. Zaczęłam chyba od za wysokiej poprzeczki, sięgając po literaturę młodzieżową ze słowotwórstwem i masą wymyślnych wyrazów. A czytam na Kindle (mam dokładnie tę samą wersję!) i nie pomyślałam – wstyd mi teraz. Dziękuję za hinta, na pewno zrobię drugie podejście ;D

    • Zrób koniecznie – zawsze można obniżyć poprzeczkę, nie ma co się męczyć.
      Słowniki oczywiście nie ze wszystkim sobie radzą, czasem trzeba
      korzystać z kilku na raz, ale też z książki na książkę coraz łatwiej
      przyswaja się obcą mowę. W razie potrzeby służę radą
      kundelkowo-techniczną.

      • Z angielskim generalnie nie mam problemów, mam bloga po angielsku, piszę z ludźmi z zagranicy i seriale z angielskimi napisami też nie stanowią dla mnie problemu, tylko właśnie taka literatura bardziej dla młodych mnie zabija, a to coś co baaardzo chcę przeczytać, bo w Polsce tego autora się tylko śladowe ilości książek pojawiły. Może Psa Baskerville’ów przeczytam na początek? Jak myślisz? :D

        • Z doświadczenia wiem, że najłatwiej czyta się książki… poradnikowo-motywacyjne, bo to takie proste bleblanie. ;-) Nowomowa i brytyjski kunszt piśmienniczy raczej faktycznie zwiastują ciężki start… Ale – na Kindle jest tyle dobrych słowników (Oxforda, Merriam, literackie itd.), że wystarczy odrobina zacięcia. Ja od dłuższego czasu z zagranicznych sklepów ściągam głównie książki piłkarskie, więc oczywiście nie wciskam ich każdemu, bo do tego trzeba w temacie siedzieć. :-)

          • Poradniki to kompletnie nie moja bajka, aż tak pożyteczna nie jestem :D zostanę przy fabularnych.

            Piłkarskie, łaaa ;D hardcore’owo. Mnie kiedyś wrestling jarał, ale skończyło się na magazynach z UK :P