Bierz te książki garściami, czyli jak czytać więcej

Kochasz czytać książki? Albo przynajmniej troszeczkę lubisz? I pewnie często mówisz sobie: „kurde, jest tyle świetnych tytułów, a ja nie mam na to wszystko czasu!” Mój Drogi, Moja Droga – oczywiście, że masz, tylko jeszcze o tym nie wiesz.

Bądźmy szczerzy – nie podam Ci tutaj zaklęcia, które nagle wydłuży dobę. Nie dlatego, że ono nie istnieje. Sprawa po prostu nie rozbija się o kwestie braku wolnych godzin.

Chodzi raczej o to, że nie poszedłeś, Drogi Czytelniku, z duchem czasu i nie dostrzegłeś, iż współczesne narzędzia cholernie ułatwiają nam życie.

Jakiś czas temu i do nas dotarła rewolucja, z powodu której burzyło się (i burzy nadal) wielu miłośników książek. Ba, sama do tej grupy należałam. Wiecie – z człowieka często wychodzi takie małe, uparte i głupiutkie stworzonko, któremu trzeba dosyć brutalnie uświadomić, co jest lepsze, wygodniejsze i dlaczego trzeba to kochać.

To ja Wam teraz powiem, dlaczego należy miłować elektroniczne czytniki książek.

Główny powód jest właśnie taki, że dzięki nim zaczniecie więcej czytać. Serio. Z klasycznymi książkami wiąże się pewien rytuał wynikający z ich formy. O ile nie kartkujecie wyłącznie „złotych myśli” wydawanych w kieszonkowym formacie na kilkunastu stronach, z porządną cegłą najbardziej komfortowo jest zasiąść w wygodnym fotelu popijając herbatkę, kawkę, czy co tam lubicie. A na to potrzeba wolnego czasu. Jeżeli jesteś przykładnym studentem, albo dzień w dzień zasuwasz w fabryce, raczej nie stać Cię na taką rozpustę.

Czytnik możesz wyciągnąć wszędzie. Niech sobie leży przed Twoimi oczami, kiedy obierasz ziemniaki, przewijasz dzieciaka czy karmisz kota. Łatwiej z niego skorzystać w zapoconym autobusie. Jest po prostu lżejszy i poręczniejszy od fizycznej książki – nie musisz kombinować z przewracaniem kartek czy utrzymaniem go w pozycji otwartej. Ten komfort naprawdę sprawi, że szybko zaczniesz po niego sięgać dużo częściej, niż w przypadku klasycznej knigi.

Będziesz też chciał chłonąć coraz więcej treści. Wszelakiej. Zewsząd. To również naturalna kolej rzeczy – bo jak tego nie chcieć mając zawsze pod ręką, w jednym miejscu setki albo nawet tysiące tytułów? Tyle upchniesz na swój czytnik. Nawet jeśli jesteś zwolennikiem czytania jednej książki naraz, będziesz ją czytał dwa razy szybciej. Bo już będzie Cię świerzbiło, żeby zajrzeć do kolejnego smacznego tytułu, który masz na wyciągnięcie jednego kliknięcia palcem. Tak naprawdę bardziej prawdopodobne jest, że z wcześniej wspomnianego zwolennika szybko przekształcisz się w maszynkę czytającą po kilka pozycji równolegle.

Zaoszczędzisz też trochę czasu na samym kupowaniu książek. W dobrym sklepie z e-bookami od czytania będą dzieliły Cię dwa kliknięcia. Nawet od razu wyślą Ci co trzeba na czytnik. Jeżeli masz taki fajny, co umie sam odbierać pliki, a jeżeli nie – szybko podłączysz go do kompa i przerzucisz porcję strawy dla swojej duszy. Często natkniesz się też na masę promocji, za którymi nie będziesz musiał uganiać się po całym mieście.

Czytnik zostanie Twoim dobrym kumplem, z którym nie będziesz chciał się rozstawać, bo fajne czytniki dają dużo więcej możliwości interakcji od zwykłej książki. Osobiście korzystam z modelu Kindle Keyboard od Amazona – kocham go za możliwość korzystania z fizycznej klawiatury. Mogę sobie podkreślać fragmenty, łatwo dodawać notatki i – oprócz tego, że mam je w jednym miejscu w amazonowej chmurze – wrzucać na portale społecznościowe. Wszystko z poziomu urządzenia.

Neirowy Kundelek

OK. Tak naprawdę żeby zacząć czytać więcej książek powinieneś rzucić studia i robotę. I przestać być leniem. Ale umówmy się, że do pierwszego niewielu ma jaja, a drugiego często batem nie pogonisz.

Kup sobie czytnik. To prostsze. Są teraz dostępne wszędzie począwszy od osiedlowych marketów. Pewnie niedługo będą dodawać je do chipsów. Oczywiście jeżeli chcesz mieć porządny i fajny sprzęt – uderzaj do Amazona. Nie spotkałam się jeszcze z lepszymi produktami w czytnikowym ogródku.

I nie myl ich z tabletami! Tablety to inna bajka. Możesz sobie kliknąć tutaj, żeby poczytać o technicznych aspektach. Przy okazji mocno polecam portal Roberta Drózda – o czytnikach wie wszystko a i codzienną dawką e-bookówych promocji uraczy.

Proszę mi tu nie udowadniać, że chrzanię głupoty, bo „nie ma to jak niuchnąć sobie świeżo otwartą książkę”. Każdy ma jakieś zboczenia i wcale nie muszą się one kłócić z wygodnym życiem.

U mnie trwają w cudownej symbiozie.

Masz jakieś przemyślenia na temat przeczytanego tekstu? Śmiało, wklep je poniżej! Tylko trzymaj się paru zasad, cobym się nie zeźliła:

Kategorycznie zabronione jest:
- prowokowanie i uczestniczenie w bezsensownych przepychankach słownych;
- pisanie, która drużyna jest najlepsza na świecie;
- pisanie, że drużyna, której kibicuję jest najgorsza na świecie;

Można pisać, że przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę.

Poza tym ma być przyzwoicie i zgodnie z podstawowymi zasadami językowymi.

Proste, prawda? Zatem do klawiatury!

  • Najgorsze zło jakie się pojawiło w 2015 w tej kwestii to Legimi ;/ Jak ktoś dużo czyta, albo czyta różne książki, to nie ma nic lepszego. Wzięliśmy opcję z czytnikiem. Książki na półkę kupujemy w dalszym ciągu ;) i czytamy więcej, bo jest więcej do wyboru.

    Poza tym, jak kiedyś zdarzyło mi się wygrać książkę na Google Play, to trochę polubiłam nawet czytanie właśnie na telefonie. Zawsze mam go ze sobą, mogę więc nadrobić parę stron przed pójściem spać ;) w kolejce u lekarza, w sklepie czy na siłowni. Po nawet niedługim czasie idzie się do tego przyzwyczaić, chociaż szczerze przyznam, 5′ to minimum, żeby było naprawdę wygodnie.

    • Jednego Legimi się odebrać nie da – że zrobili niezłą rewolucję na rynku. W czasach ich początków pobawiłam się trochę aplikacją na telefon, ale wtedy nie miałam urządzenia z dużym ekranem i faktycznie nie było to za wygodne. Nawet teraz mając prawie 6 cali, jakoś nie jestem przekonana do czytania na telefonie. A że Kindle w opcji abonamentowej w grę nie wchodzi, tablet czy kolejny czytnik jest mi zbędny, to z Legimi nie korzystam, acz doceniam. :-)

      • U mnie było łatwiej – bo jest nas dwoje i ja cały czas zastanawiałam się nad kupieniem czytnika dla siebie. Nie podobał mi się ten bajzel na Kindle’u i przekopywanie się przez nie moje książki, więc Legimi nam spadło z nieba ;D I naprawdę żałuję, że od razu zastrzegłam, że zabieram Kindle’a a facet dostaje tego nowego. Ma podświetlanie, fajny bajer, z którego rzadko korzystam, sama aplikacja Legimi, czyli książki się nigdy nie kończą, możliwość doinstalowania sklepu Barnes & Noble ♥ cholera. Dla jednej osoby to jeszcze jest kwestia mocnego przemyślenia, jak korzystają dwie to już nawet się nie ma nad czym zastanawiać ;)

        Może kiedyś wejdzie Kindle Unlimited w Polsce. Ale najpierw sam Amazon musiałby się wreszcie pojawić w całości.

        • Kindle Unlimited miał dość marny start, szczerze mówiąc nie wiem, jak jest teraz. I czy w ogóle się go doczekamy.

          Od jakiegoś czasu chodzi za mną nieśmiały pomysł wymiany czytnika. Oczywiście twardo obstaję przy swoich przyzwyczajeniach – Amazon i Kindle. Ale może by tak jednak inkBOOK… Niby jest apka Kindlowa… Kurczę, za ciężkie te decyzje. :-D